Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z sierpień, 2024
 Ten dzień był jak z filmu Delicatessen, gdy ruch motyla uruchamia serię zdarzeń, poczynając od tych mikroskopowych na dużych katastrofach kończąc. Dwa wcześniejsze dni remontowaliśmy, a potem dwa dni sprzątałam. W środę stałam o 7:00, aby odbyć wizytę lekarską na 9, a potem jak najszybciej udać się do Bydgoszczy. Arek już zapowiedział się na 11-tą, gdyż poprzedniego dnia u mnie siedział na tyle długo, że nie zdążył w innym miejscu listew dokończyć, więc z rana właśnie tam pojechał. Zanosiło się, że będę musiała mu klucze zostawić, które od Tomka trzeba było zgarnąć. Tomek wyjątkowo zaczął pracę od 8, więc na wylocie ul. Całej na niego czekałam, aby do lekarza na 9 do Centrum zdążyć. W drodze do lekarza dodzwaniam się do pana od drogi i jeszcze raz proszę o jej utwardzenie. Opowiadam o samochodach, którym moje studzienki kanalizacyjne urywają zawieszenie. Obiecuje jak zwykle wysłać osoby od utwardzenia w poniedziałek. Obiecywał już jedenaście razy. Lekarz się spóźnia, a po lekarzu dzwo
 Czarny poniedziałek budowlanki, ale wiele spraw posunęło się do przodu. W czwartek Ryszard zamontował ostatni grzejnik podłogowy i uruchomił piec. Jest ciepła woda w drugim lokalu, można myć ręce po remoncie. Jako pierwszy zjawił się Tomek i zamontował wannę i baterię, po czym uzupełnił ostatnie silikony. Znowu nie pamiętaliśmy ile mu mam zapłacić, on mi dziękował, a ja wspomniałam, że przy nim się uspokajam. Elektrycy w sumie mnie zawiedli. Chcą szybko montować, niemniej tym razem wykazali totalny brak cierpliwości i dokładności. Pod każdym gniazdkiem zostawili śmieci, nie chcieli zamontować tymczasowych żarówek i nie zależało im na starannym przewierceniu elewacji. I jeszcze te komentarze polityczne zmęczyły mnie bardzo. Pan od szafy najbardziej przejął się moją sytuacją i chyba dlatego go lubię, choć nie trzyma się projektu. Szafę zamontował tylko jedną i to nie do końca, ale bardzo mnie lubi, bo jestem jedyną osobą, która przewidziała, że wewnętrzne szuflady mogą się nie otworzyć.
 Dużo myśli kłębi się w głowie potwornie. Chcę wszystko wdrukować sobie w mózgu i boję się, że nie dam rady. To już szóste pożegnanie odkąd buduję dom. I wszystkie osoby młodsze ode mnie, oprócz Jurka starszego o 4 lata. Sześć pożegnań ostatnimi czasy to jakaś czarna passa. Ale najbardziej dojmujące, gdy odchodzi osoba dokładnie w wieku mojej córki. To zdarzenie dobitnie uzmysławia mi, że dzieci nie są dla nas i czas najwyższy zakończyć żal po tym, że nas opuszczają. Czas rozprawić się z pustym gniazdem i  ogarnąć uczucie pustki. A tymczasem cztery dni urlopu w Tatrach to jak przepustka z więzienia. Pogoda, ludzie, zapachy i zdobyte szczyty. Było magicznie i bajkowo. Moje lokalne raje.  Toteż powrót do wykończeniówki jak do aresztu. Udało się przełożyć Ryszarda od hydrauliki na czwartek, bo z mamą miałam do lekarza, ale rodzice po kolei covidu dostali i musiałam na wizyty do ortopedów bez pacjentki się wybrać. Tym czasem zapowiada się pracowity poniedziałek 12 sierpnia, gdzie zapowiedz